Zszywane uczucia

Los dał mi igłę i nić, kazał szyć swoje przeznaczenie. A ja nawet nie wiedziałam, jak się za to zabrać, bo materiału nagle zabrakło.

Nikt nigdy nie jest przygotowany na chorobę bliskiej osoby. Pani A. też nie była. Wylew. Kobieta, którą kochała ponad życie, z dnia na dzień przestała być sobą.
Leżała.
Przełykała.
Robiła pod siebie.
Najpierw przyszło załamanie, a zaraz po nim całkowita dezorganizacja życia. Bo choroba bliskiej osoby nie przychodzi sama. Ona przychodzi z całym pakietem: strachem, zmęczeniem i nagłą samotnością. Ktoś musiał czuwać przy mamie całą dobę. Ktoś musiał podawać leki, myć, przewijać, pilnować, żeby oddychała. Ktoś, czyli ona. Jako najstarsza córka wzięła to na siebie, tak jak się bierze rzeczy, których nikt inny nie chce albo nie potrafi unieść. Brat robił karierę. Siostra podobno nie miała czasu. Życie innych toczyło się dalej, jakby nic się nie wydarzyło.
Z dnia na dzień z ostrej matematyczki stała się pielęgniarką, rehabilitantką i opiekunką. Taką od wszystkiego. Od ciała i od strachu. Od nocy bez snu i dni bez końca. Bo kiedy rodzic nagle staje się jak małe dziecko, a do tego przestaje być świadomy, świat kurczy się do kilku metrów kwadratowych i jednego łóżka.
I wtedy dzieje się coś jeszcze. Ludzie znikają. Bo kto ma przyjść, kiedy w twoim domu pachnie lekami, a ty podcierasz tyłek osobie, która kiedyś trzymała cię za rękę? Kto ma zapytać, jak się masz, skoro odpowiedź i tak byłaby za trudna do uniesienia? Pierwsze miesiące jeszcze jakoś wytrzymała.
Do momentu, kiedy mąż zamknął za sobą drzwi. Bo to nie życie jest.
Ze złości, bólu i bezsilności zaczęła wyrzucać ubrania z szafy. Jedno po drugim. Miała już chwycić za obrazy ze ścian, ale zmęczona usiadła na podłodze. Ręce opadły jej na boki, dokładnie tak samo jak serce. Chciała płakać, ale po co. Wtedy zobaczyła starą, czarną maszynę do szycia. Chwyciła nożyczki i pocięła wszystkie flanelowe koszule męża. Na podłodze ułożyła z nich wzór.
A potem zaczęła szyć. Kawałek do kawałka. Bez planu. Bez instrukcji. Jakby ktoś podpowiadał jej rękom, kiedy głowa już nie dawała rady. Opiekowała się matką i szyła. Myśli plątały się razem z nitkami, jak w jakimś dziwnym tańcu oczyszczenia. Powstawały kołdry, narzuty, koce. Dzień podzielił się na rutynowe czynności przy mamie i cerowanie uczuć.
Matka zgasła.
Mąż nie wrócił.
Wierna została maszyna.
I tak, po nitce do kłębka, los nas ze sobą związał.
WOŚP. Aukcje Allegro i moje zamiłowanie do ręcznie robionych rzeczy sprawiły, że wylicytowałam kołdrę. Piękną. Patchworkową. Kwota była niemała, ale ta kołdra mnie wołała. Po aukcji zadzwoniła pani A.
Okazało się, że mieszkamy bardzo blisko. Mówiła i płakała. Kołdrę szyła od początku swojej przygody z patchworkiem. Zszywała kawałek i odkładała na półkę. Przez dziesięć lat. Dopiero teraz postanowiła ją dokończyć i oddać na aukcję WOŚP. Zaskoczyła ją liczba licytujących. I ostateczna suma.
Kiedy dostała moje dane, rozpłakała się jeszcze bardziej.
– Chciałam, żeby ta kołdra trafiła do kogoś, kto doceni moją pracę. A ona trafiła do osoby z mojego ukochanego miasta. To chyba przeznaczenie.
Przeznaczeniem była wspólna herbata i historia pani A. Kołdrę uwielbiam. W zimne wieczory kładę ją na kolanach, piję gorące kakao i czytam książkę. Gładzę każdy szew. Każdy kawałek materiału. I myślę, że tak właśnie wygląda serce. Pozszywane. Z wielu kawałków. Ale wciąż w całości. Jak u pani A.
Chyba każdy z nas ma zszywane uczucia.
☕ Postaw mi kawę

Jeśli poruszyły Cię moje słowa, rozbawiły lub posmakowały – otul mnie aromatem filiżanki kawy.

Porządki bywają początkiem przygód. Czasem coś oddaję, czasem coś puszczam w świat, żeby znalazło nowy dom. Zajrzyj – może właśnie u mnie czeka Twój drobiazg z historią.

Zajrzyj do mojej szafy na Vinted

5 Komentarze

  1. Kołdra musi być piękna. Wyobrażam sobie jej kolory i może różne tkaniny.
    Podziwiam panią A. Nie załamała się. Znalazła sobie ciekawe zajęcie.
    Dobrze mieć pasję.
    Cieszę się, że odkryłam ten blog.

Odpowiedz

Please enter your comment!
Please enter your name here