Barszcz czerwony na trzy sposoby. Z jajkiem, po ukraińsku i klasycznie

 Świat trochę zwalnia. Jestem w domu. Wędruję między kuchnią a dużym pokojem, dumnie zwanym salonem. Krzątam się, porządkuję przestrzeń naokoło. Przesuwam rzeczy, odkładam inne. Pomaga mi w tym Jadwiga i koty. Każde na swój sposób. Jadwiga najbardziej.

Sięgam po stary komiks. Kartkuję. Czytam. I trafiam na zdanie, które od razu mnie zatrzymuje.

„Precz z Czerwoną Armią. Niech żyje barszcz czerwony”.

Cytuję fragment komiksu „Tytus, Romek i A’Tomek.”

Wydźwięk cytatu… Eh…

Moje myśli w tym momencie idą w kierunku czerwieni. Tej smacznej czerwieni. Mam na myśli barszcz.

Zaczynam wspominać barszcz z dzieciństwa. Ten babciny. Wspominam barszcz jedzony u przyjaciół w Ukrainie. Wspominam barszcz z akademickich stołówek, który ratował dzień. Wspominam barszcze codzienne. Powszechne. Takie, które były zawsze. Smak dzieciństwa wraca zawsze wtedy, kiedy najmniej się go spodziewasz.

W tym momencie barszcz mi zapachniał. I wiem, że u mnie nie skończy się wraz z Wigilią. Barszcz trwa. I będzie się warzyć.

Co kraj, to obyczaj. Co chata, to zwyczaj. I dokładnie tak samo jest z barszczem.
Każdy dom ma swój. Każdy ktoś pamięta trochę inny smak. Inny dodatek. Inny sposób podania.

Barszcz można jeść na wiele sposobów. Z jajkiem, z ziemniakami, z pasztecikami, z pielmieniami, z uszkami, z pierogami. Czasem w talerzu, czasem czysty, popijany z ulubionego kubka albo filiżanki. Jedni lubią gęsty, inni klarowny. Jedni z kwaśnym, inni z odrobiną słodyczy.

Mój brat na przykład uwielbia barszcz z kulką tłuczonych ziemniaków. W środku, w barszczu. Może wtedy i 4 razy prosic repetę! A bratowa gotuje prawie dobrze jak ja 😉 Wyobraźcie sobie, że mój kot natomiast lubi ziemniaki z barszczu! Taki kot jarosz 😉
I ja mam swoje ulubione wersje czerwonej zupy 🙂

Barszcz z jajkiem na miękko

Dla mnie wszystko zaczyna się od barszczu klasycznego. Wywar jarzynowy, postny, choć czasem bywa, że gotuję go na mięsie. Buraki pokrojone w słupki albo starte na tarce, jak kto woli. Jarzyny przesmażone na maśle z cebulką, dorzucone do garnka. Liść laurowy, ziele angielskie. Ktoś doda majeranek, ktoś lubczyk. Każdy robi po swojemu.

A potem przychodzi jajko. Na miękko. Bo ja kocham jajka na miękko. I kiedy żółtko się rozlewa w gorącym barszczu, to dla mnie jest już komplet. Więcej nie trzeba.

Barszcz ukraiński

Barszcz po ukraińsku jest inny. Gęstszy. Bardziej syty. Zawsze z fasolą, często z kapustą, czasem z ziemniakami. To barszcz, który jest obiadem. Gotuję go według przepisu z ukraińskiej książki kucharskiej, którą dostałam kiedyś od przyklejonych dzieci 🙂 .  Trzymam się go wiernie, bo on po prostu działa.

 

 

 

Barszcz klasyczny

A czasem wystarcza barszcz klasyczny. Czysty. Klarowny. Do popijania. Do pasztecików. Do chleba. Moja Starsza uwielbia taki barszcz, podkręcony grzybami.

Często się spotykam z pytaniami jak przygotować barsz ukraiński, więc dla tych pytajacych postaram się opisać to, co w tym barszczu najważniejsze.

Esencja „barszczu ukraińskiego” – jak to się robi, krok po kroku (prosto)

Kiedy moje dziewczynki były jeszcze małe, lubiłam robić w domu tygodnie tematyczne. Był tydzień kuchni ukraińskiej, był włoski, czasem próbowałam angielskiego, choć moje serce i ręce zdecydowanie bardziej ciągnęły w stronę kuchni słowiańskiej i południowej. Oprócz gotowania rozmawiałałysmy o danym kraju czy regionie np o stolicy, najwyższych szczytach czy największych rzekach albo o strojach ludowych. Dziewczynki uczęszczały do placówek edukacyjnych, ale ja w domu i tak starałam się przemycić to, co uważałam za ważne, stosowne i wartościowe. Przy tygodniu np ukraińskim lub łemkowski, starałam się by Młode przyswajały cyrylicę.

Barszcz po ukraińsku

Składniki na duży garnek

Woda albo wywar warzywny lub mięsny – około 2,5 litra.
Buraki – 5 sztuk.
Ziemniaki – 3 sztuki.
Kapusta biała – około 1/4 główki.
Fasola – 1/2 szklanki suchej albo 1 puszka ugotowanej.
Marchew – 1 sztuka.
Korzeń pietruszki – 1 sztuka.
Seler – kawałek.
Cebula – 1 duża sztuka.
Czosnek – 5 ząbków.
Liść laurowy – 2 sztuki.
Ziele angielskie – 4 ziarna.
Sól.
Pieprz.
Zakwas buraczany albo odrobina octu.
Masło albo masło z dodatkiem oleju do smażenia.
Opcjonalnie szczypta cukru.
Opcjonalnie śmietana do podania.

Przygotowanie

Jeśli używasz suchej fasoli, zalej ją zimną wodą i odstaw na noc. Następnego dnia ugotuj ją osobno w świeżej wodzie do miękkości, odcedź i odstaw.
Jeśli używasz fasoli z puszki, odsącz ją na sicie i odstaw.

Do dużego garnka wlej wodę albo wywar. Dodaj liść laurowy i ziele angielskie. Postaw na ogniu i zagotuj.

Ziemniaki obierz, pokrój w kostkę i wrzuć do garnka jako pierwsze. Gotuj kilka minut, aż zaczną mięknąć.

Kapustę drobno poszatkuj i dodaj do garnka wtedy, kiedy ziemniaki są już lekko miękkie, ale jeszcze się nie rozpadają.

Buraki obierz i zetrzyj na tarce albo pokrój w cienkie paski. Marchew, pietruszkę i seler zetrzyj na tarce. Cebulę pokrój w drobną kostkę.

Na patelni rozgrzej masło. Jeśli trzeba, dodaj odrobinę oleju, żeby masło się nie paliło. Wrzuć cebulę i smaż, aż stanie się szklista. Dodaj buraki i pozostałe warzywa. Smaż kilka minut, aż puszczą zapach. Nie rumień.

Całość przełóż do garnka z ziemniakami i kapustą. Dodaj fasolę. Gotuj na małym ogniu około kilkunastu minut, aż warzywa będą miękkie.

Na sam koniec dodaj czosnek przeciśnięty przez praskę. Dopraw solą i pieprzem. Dodaj zakwas buraczany albo odrobinę octu, stopniowo, próbując. Jeśli trzeba, dodaj szczyptę cukru.

Zdejmij barszcz z ognia i daj mu chwilę odpocząć. Podawaj gorący. Śmietana tu mi bardzo pasuje, najlepiej gęsta i kwaśna 🙂

Kocham barszcz. Bywa u mnie często. Zakwas z buraków robię sama i trzymam go w lodówce w różnych flaszkach. Najczęściej w butelkach po piwie z tymi starodawnymi zamknięciami, czasem w dwóch po winie, z wykręcanym korkiem. Stoją sobie grzecznie, aż przyjdzie ich moment.

Kiedyś przyszła do mnie koleżanka. Zrobiłam kawę, herbatę i powiedziałam, że lodówka jest do dyspozycji, bo ja tylko na chwilę pobiegnę do Kauflandu. Wracam, a ona stoi przy blacie kuchennym, wszystkie flaszki powyciągane.

Mówi do mnie:
– Miałam do ciebie zadzwonić, żebyś kupiła jeszcze wino, bo w końcu pobiegłaś do Kauflandu. Ale patrzę, że tyle butelek masz w lodówce, że nie dzwoniłam. A teraz jestem zdegustowana, bo wszystkie wina masz zepsute.

Patrzę na nią i mówię:
– Borze szumiący, jakie wina??? Tto wszystko jest zakwas z buraków. Możesz pić ile chcesz!

Od tamtej pory wiem jedno. Z barszczem nie ma żartów. Nawet wtedy, gdy jeszcze stoi w lodówce i udaje wino.

Smacznego!

Z podrowieniami dla Bożenki i Tarasa 🙂

Zakwas z buraków – krok po kroku

☕ Postaw mi kawę

Jeśli poruszyły Cię moje słowa, rozbawiły lub posmakowały – otul mnie aromatem filiżanki kawy.

Porządki bywają początkiem przygód. Czasem coś oddaję, czasem coś puszczam w świat, żeby znalazło nowy dom. Zajrzyj – może właśnie u mnie czeka Twój drobiazg z historią.

Zajrzyj do mojej szafy na Vinted

Odpowiedz

Please enter your comment!
Please enter your name here